Kto skorzysta na nowej ustawie?

Zasłaniając się wyimaginowanymi danymi o problemie hazardu w Polsce, rząd chce pozbawić Polskę miliardów złotych, monopolizując rynek i oddając wpływy w ręce kontrowersyjnej amerykańskiej spółki IGT (dawniej G-tech).

W dniu 8 grudnia 2016r. miało miejsce posiedzenie podkomisji finansów publicznych ds. rozpatrzenia rządowej noweli do ustawy o grach hazardowych. Nie było by w tym nic niepokojącego gdyby nie forma w jakiej usiłuje się dosłownie „upchać kolanem” tą ustawę i wprowadzić w życie.

TEATR NIEMEGO WIDZA
Od samego początku forma w jakiej trwają pracę w komisjach i podkomisjach jest swoistym „cyrkiem”. Na posiedzeniu 8 grudnia, przewodnicząca podkomisji już na samym początku stwierdziła, że głosowanie nad poszczególnymi poprawkami odbędzie się jedynie przy wysłuchaniu stanowiska rządowego – co oznaczało, iż obecni na sali eksperci (mimo umożliwienia udziału w posiedzeniu) zostali zepchnięci jedynie do roli widzów. Ludzie którzy w danej branży zbierają doświadczenia od dziesięcioleci po to uczestniczą w posiedzeniach podkomisji aby wesprzeć sejm w procesie decyzyjnym. To nie komisja, ale właśnie podkomisja została po to powołana, aby być płaszczyzną tej dyskusji. A tymczasem podkomisja stała się jedynie notariuszem woli rządu – a w tym świetle nikt nie mógł zaprzeczyć fałszywym informacjom przekazywanym przez rząd.

KŁAMSTWA MINISTRA JANCZYKA
Art. 14 nowelizacji ustawy o grach hazardowych zawiera całkowity zakaz urządzania gier na automatach poza kasynami, przy czym nie dotyczy to monopolu państwa. Jednym słowem bez takiego zakazu dla firm prywatnych monopol ten po prostu nie będzie miał racji bytu. W tym świetle Minister Janczyk, poniekąd ojciec nowelizacji ustawy o grach hazardowych, nie tylko ignoruje fakt, że zapis ten jest sprzeczny z prawem europejskim, ale dodatkowo wprowadza posłów w błąd twierdząc, że Komisja Europejska nie ma absolutnie do niego żadnych zastrzeżeń.

A JAKA JEST PRAWDA?
Nasza redakcja dotarła do stanowiska Komisji Europejskiej, w którym stoi, iż zawarty w art. 14 zakaz działania dla sektora prywatnego „niewątpliwie stanowi ograniczenie swobody przepływu towarów” o ile jest nieproporcjonalny.

A to, że jest nieproporcjonalny zostało już stwierdzone przez polski NSA. Jak widać zatem temat ten na płaszczyźnie prawnej został już rozstrzygnięty definitywnie na niekorzyść ministra Janczyka, zarówno przez KE jak i NSA, a tymczasem idzie on w zaparte i nie za bardzo wiadomo o co mu chodzi.

Przy czym należy podkreślić, iż zastrzeżenia Komisji musiały być na tyle istotne, iż wedle tego organu norma ta jest w jej opinii wręcz „niewątpliwie” sprzeczna z prawem. W tym świetle polskie sądy karne również nie będą długo się zastanawiać i tak jak w latach ubiegłych ponownie równie „niewątpliwie” będą orzekać raz jeszcze w tysiącach wyroków na korzyść przedsiębiorców.

Jednym słowem projekt ministra Janczyka spycha te podmioty na kolejne 7 lat w pozaustawową, ale nadal legalną strefę gier. Teoretycznie nie ma to nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Ale tylko teoretycznie. Po co bowiem uchwalać zakaz który już z góry wiadomo, że jest i będzie nieskuteczny?

KTO NA TYM ZYSKA? NALEŻY POKOPAĆ NIECO GŁĘBIEJ.
Wydawać by się mogło, że nikt na tym nie zyska. Ani konsument (bo będzie brakowało państwowej prewencji uzależnień), ani fiskus (bo nie będzie podatku od gier), ani Totalizator Sportowy (bo jego planowany monopol w zakresie automatów nie będzie monopolem faktycznym – a więc może nawet upaść). Zatem kto na tym zyska ? Otóż dostawca sprzętu dla spółki państwowej. Bo rachunki za nowe automaty trzeba będzie przecież zapłacić.

Jeżeli ustawa wejdzie w takiej formie (a mając na uwadze powyższe – jest duża szansa, że tak się stanie), rząd polski będzie musiał zakupić maszyny oraz technologię do obsługi maszyn hazardowych, wyleasingować ją lub udzielić sublicencji. Należy domniemywać, iż będzie to amerykański IGT – który w poprzednich kontraktach gwarantował sobie wyłączność od Totalizatora na jakiekolwiek dostawy sprzętu. W tym świetle system sublicencji nie ma szans, bo kto z zewnątrz zainwestowałby pod szyldem Totalizatora własne środki w projekt, który nie ma zagwarantowanego prawa do wyłączności (monopolu).

Trzeba będzie zatem wyłożyć żywą gotówkę. Będziemy zmuszeni wykupić maszyny za kilka miliardów złotych oraz zapłacić drugie tyle za ich obsługę, co w praktyce oznacza, że szykuje się kontrakt dziesięciolecia. Tymczasem można się zastanawiać skąd te środki wziąć, a po drugie po co ? Teoretycznie są to bowiem pieniądze które przecież przy drobnych zmianach proponowanych przez niektórych członków komisji można by było wydać na bardziej istotne społecznie cele, a nie na finansowanie hazardu. Tym bardziej, że tak na dobą sprawę to też nikt nie wie po co kupować te maszyny, skoro firmy prywatne już je mają i wystarczy w końcu je jedynie opodatkować.

Sprawa jest bulwersująca, ponieważ ewidentnie widać, że bardzo komuś zależy na „przepchnięciu” tej ustawy i wprowadzeniu jej w życie (miałaby obowiązywać od 1 kwietnia). Zgodnie głosują idąc ramie w ramię PiS, PO i Nowoczesna – co jeszcze bardziej zastanawia.
Będziemy przyglądać się w tej sprawie i już wkrótce ujawnimy więcej szokujących szczegółów z nią związanych.

Magdalena Derucka – wRealu24.pl

 

Źródło artykułu: wRealu24.pl .